Zapowiedź

Dokoła wirują przestworza…

Migotliwy pył przesypuje się przez moje włosy…

Staczam się w głębię, mgławica gwiazd owija mnie jak wstęga najdelikatniejszego muślinu, ale nie jest w stanie powstrzymać upadku.

Wyciągam ręce i zdaje mi się, że dotykam nieba. Pod palcami czuję chłód i nieskazitelną gładkość pereł. Czy to gwiazdy? I skąd one tam, pod spodem?

Przejmuje mnie rozkosz. Lecę i nie wiem już, gdzie dół, a gdzie góra, wiem tylko, że ta przestrzeń nie ma początku ni końca. Nie znam kresu tego szalonego lotu. Nie chcę go znać.

I nagle czuję na czole dotknięcie – zimne jak lód – gorące jak rozżarzony węgiel. Czuję – zdaje mi się – że to już koniec. Pocałunek śmierci.

Pocałunek prawdziwej miłości…

 

Skończyłam czytać i podniosłam wzrok. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Choć nie do końca rozumiałam znaczenie i treść tego tekstu, czułam, że skrywa tajemnicę, której nie powinnam zgłębiać.

Eliza wpatrywała się we mnie z napięciem, jakby czekała na ocenę. A ja wiedziałam, że robię źle. Niepotrzebnie dałam się namówić na grzebanie w tych papierach! Nie powinnam tego czytać, wchodzić w cudze życie w jego najintymniejszym wymiarze! Ta samowola mogła mnie drogo kosztować! Nie chciałam utracić i przyjaźni osoby, na której coraz bardziej mi zależało…

Zanim jednak zdążyłam się odezwać, okazało się, że ten poetyczny zapis głębokich, być może nawet miłosnych przeżyć, to jeszcze nie wszystko. Eliza, nie doczekawszy się widać spodziewanej reakcji, sięgnęła za siebie i wydobyła kolejny papier. Ten był w dużo gorszym stanie, pomięty i pobrudzony, z wyraźnymi śladami darcia i sklejania. Widniał na nim rysunek – szkic wykonany prawdopodobnie ołówkiem, z wielkim kunsztem i realizmem. Trochę był już rozmazany, ale nadal czytelny. Potwierdzał moje najgorsze obawy.

Można było na nim bowiem rozpoznać ciocię Józię, młodą jeszcze i bardzo piękną, leżącą z rozpuszczonymi włosami i wyciągniętymi nad głową rękami, z których zwisał sznur pereł… Nagą, jak ją pan Bóg stworzył.

***

Ciocia Józia była zwykłą wiejską dziewczyną. W pewnym sensie pozostała nią do końca życia, choć większą jego część spędziła w mieście. Nikt w rodzinie zwracał się do niej inaczej niż „Józia”, klienci sklepu, dalsi znajomi i sąsiedzi mówili: „pani Józefo”. Dopiero dużo później, już po znalezieniu szkicu, dowiedziałam się, że w latach swojej młodości przez krótki czas i tylko w wąskim kręgu artystycznej bohemy nosiła jeszcze inne imię.

Mieszkałam u niej od początku wojny i bardzo się zżyłam z nią i jej przybranymi dziećmi. Okoliczności sprawiły, że właściwie stałam się częścią tej rodziny. Wydawało mi się, że wszystko już o nich wiem, a już zwłaszcza po tym, co usłyszałam kilka dni wcześniej na pogrzebie starej służącej, Magdaleny Muszynianki. Na cmentarzu prócz nas i grabarzy była jeszcze okrągła i energiczna osoba w średnim wieku, którą Józia nazywała Agusią. Okazało się, że obie razem z Muszynianką służyły przed laty w domu mecenasostwa Sobkiewiczów. Wracałyśmy do domu piechotą, a one, nie przejmując się moją obecnością, wspominały dawne czasy. Ciekawe, że żadna z nich nie nazwała ich „dobrymi”! Dla mnie zaś szczegóły zdarzeń z ich młodości były tak pikantne, że mimo chłodu słuchałam ich z policzkami i uszami płonącymi żywym ogniem.

Miałam wtedy szesnaście lat i oczywiście zaczytywałam się w „Trędowatej” oraz innych podobnych książkach, do których pani Lewicka, dyrektorka mojej szkoły, miałaby na pewno wiele zastrzeżeń. Historia Józi jednak biła na głowę wszystkie dostępne powieści, także dlatego, że była prawdziwa, z życia wzięta. Toteż po kilku dniach wewnętrznych walk wreszcie pękłam i po cichu, niemal za każdym słowem oglądając się przez ramię, opowiedziałam o wszystkim Elizie, najmłodszej pasierbicy Józi, z którą też byłam najbliżej. Ona zaś w zamian pokazała mi coś, co odkryła przypadkiem i aż do tej pory trzymała przed wszystkimi w tajemnicy – wykaligrafowane na czerpanym papierze owe kilka linijek przepełnionego erotyzmem tekstu oraz podniszczony szkic aktu, sygnowany przez Witolda Pruszkowskiego, opatrzony datą z kwietnia 1884 roku…

***

Druga część sagi "Wydziedziczone" w przygotowaniu.