Podziękowania

Pamięć jest rzeczą ulotną. Tym bardziej zachwyca, gdy wspomnienie jakiegoś faktu trwa w lokalnej społeczności, pomimo że nie pozostało po nim żadne spisane czy nagrane świadectwo. Na próżno szukać w podręcznikach dziejów Krakowa w czasach II wojny światowej informacji o katastrofie Liberatora KG-933 „P” ze 178 Dywizjonu Królewskich Sił Powietrznych. Wydarzenie to, jak i dziesiątki podobnych na terenie całej Polski, przez długie lata pozostawało na marginesie zainteresowań historyków. A jednak znaleźli się ludzie, którzy po wielu latach postanowili uczcić poległych wówczas lotników i pozostawić ślad po tej tragedii, wiedząc doskonale, że była ona elementem wielkiej wojny, toczonej w powietrzu przez połączone siły Amerykanów, Brytyjczyków, Australijczyków, Kanadyjczyków, Południowoafrykańczyków - i oczywiście także Polaków.
Dzięki wysiłkom krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa, z inicjatywy Józefa Zubrzyckiego, który osobiście brał udział w lotach zrzutowych dla powstańczej Warszawy, na ścianie budynku - będącego obecnie oddziałem MHK Fabryka Schindlera - wmurowano w roku 1986 tablicę upamiętniającą trzech poległych członków załogi samolotu: pilota RAF F/L W. D. Wrighta, nawigatora RAAF S/L J. P. Liversidge’a oraz strzelca RAF F/S J. D. Clarke’a. Dzięki poświęceniu pilota, który do końca sterował maszynę, trzem innym członkom załogi: Sgt L. J. Bluntowi i Sgt F. W. Helme’owi z RAF oraz F/L A. Hammetowi z RAAF udało się przeżyć katastrofę. Podczas gdy Leslie J. Blunt i F. Walter Helme wpadli w ręce niemieckie i dostali się do obozu jenieckiego, a ich dalsze losy nie są znane, Allan Hunter Hammet przeżył wojnę pod opieką Armii Krajowej, a później miał na krótko powrócić do Polski, by poślubić poznaną w oddziale partyzanckim sanitariuszkę.
Pamięć o katastrofie i jej bohaterach nadal żyje w Krakowie – i jest kultywowana. Już od wielu lat Stowarzyszenie Podgórze.pl organizuje w rocznicę tego wydarzenia spacer „Śladami Liberatora” po dzielnicy Zabłocie. Rokrocznie grupę zainteresowanych historią osób – wśród nich także świadków upadku bombowca – oprowadza dr Krzysztof Wielgus, dzieląc się bezinteresownie własną wiedzą i pasją. Co więcej, na wniosek Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP, w roku 2014 Rada Miasta Krakowa nadała imię „Lotników Alianckich” bulwarowi nad Wisłą na odcinku pomiędzy mostem Kotlarskim a mostem kolejowym, a więc w miejscu, w którym rozegrał się finał tej tragedii. Od lat trwają także działania mające na celu ustawienie tam instalacji rzeźbiarskiej – ażurowego zarysu liberatora – widocznej ze wszystkich sąsiednich mostów oraz z drugiego brzegu Wisły. Koncepcja, opracowana przez arch. Arkadiusza Sordyla, przewiduje całościowe urządzenie bulwaru jako parku i miejsca pamięci zarazem. Mam nadzieję, że założenie to zostanie niebawem zrealizowane, jak stanowi uchwała Rady Miasta Krakowa z roku 2006. Przyczyni się to nie tylko do upamiętnienia śmierci kilkuset alianckich lotników poległych w czasie II wojny światowej w misjach nad Polską Południową, ale także do upiększenia krajobrazu Krakowa.
Mimo najszczerszych chęci, nie zdołałam napisać o wszystkim. Każdy jednak może na własną rękę zgłębiać historie, które tylko musnęłam. Źródłem solidnej wiedzy o misjach nad Polskę jest powstałe w wyniku długoletnich badań dzieło Kajetana Bienieckiego „Lotnicze wsparcie Armii Krajowej”. Działalności krakowsko-brzeszczańskiej PPS i jej wszechstronnej pomocy dla więźniów obozu poświęcił swoją monografię „W cieniu Auschwitz” jeden z jej uczestników – Edward Hałoń. Skarbnicą informacji o partyzantach z 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK są opublikowane w Internecie wspomnienia nieżyjącego już Huberta Brooksa „Jubelta”. O cichociemnych, zrzutach na Polanki i ludziach krajowego podziemia pisał w swych książkach Przemysław Bystrzycki, a warunki panujące w 178 Dywizjonie RAF w Foggi oddał we wspomnieniach „Nad frontem wschodnim i okupowaną Polską” Jim Auton, latający wówczas na liberatorach jako bombardier w stopniu sierżanta, także w misjach nad Warszawę.
Przy tworzeniu tła tej książki korzystałam z wielu relacji świadków, zgromadzonych i udostępnionych przez dra Krzysztofa Wielgusa oraz z Jego wiedzy i życzliwej pomocy. Jest On twórcą postaci Wujaszka Feri oraz współautorem sceny powietrznej bitwy w powieści. W tym miejscu chciałam Mu złożyć serdeczne podziękowania. Dziękuję również mec. Teresie Gacek – mojej Cioci, która pomogła mi uwiarygodnić zmagania Marysi z kierownictwem jej firmy, a także panom dr Januszowi Basterowi i hm. Leszkowi Stanowskiemu, którzy zgodzili się osobiście wystąpić na kartach powieści, przydając pewnym wątkom autentyzmu i barw. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy trzymali kciuki za powstanie dalszego ciągu historii Petrycych – moim Najbliższym, Przyjaciołom, Zespołowi Wydawnictwa WAM oraz oczywiście Czytelnikom :)

Zobacz książkę:

Filtry