Droga

„Jest tylko jedna Droga – jak wielka rzeka: ma swoje źródła na każdym progu, a każda ścieżka jest jej dopływem (…) To niebezpieczna rzecz, Frodo, wyjść za próg domu. Wstępujesz na Drogę i jeśli nie powstrzymasz swoich stóp, nie wiadomo, dokąd cię może ponieść. Czy zdajesz sobie sprawę, że to jest ta sama ścieżka, która wiedzie przez Mroczną Puszczę, a jeśli jej pozwolisz, zaprowadzi cię do Samotnej Góry albo nawet dalej, w jeszcze gorsze miejsca?”
Tak zwykł mawiać Bilbo do swojego ciotecznego siostrzeńca i dziedzica, a działo się to zwykle na ścieżce przed frontowymi drzwiami Bag End, kiedy stary hobbit wracał z którejś ze swoich długich wędrówek… Niezbyt zachęcające słowa. Ale – znając życiorys Bilbo Bagginsa – trudno brać je całkiem na serio.

Zawsze lubiłam chodzić pieszo. Także po mieście, choć czasami – wśród spalin, w upalne i głośne popołudnia, albo w deszczowe dni, gdy z ulic Krakowa spływa cały brud, a przejeżdżające auta i tramwaje chlapią na przechodniów brązową, gęstą cieczą – żadna to przyjemność. Ale gdybym miała do wyboru stanie w korku lub marsz ulicą, to na pewno  zdecydowałabym się na to drugie.
Lubię też jechać – w znane i nieznane, a najlepiej być wiezioną, gdyż wtedy całą uwagę mogę poświęcić mijanym miejscom i krajobrazom. Lubię być w drodze.
Dlatego tak wielkie wrażenie robią na mnie powieści drogi, a także wszystkie teksty zachęcające do podjęcia peregrynacji. Szczególnie, jeśli autor dopatruje się w Drodze czegoś magicznego lub – jeszcze lepiej – metafizycznego.
Dlatego też tak bardzo podoba mi się piosenka śpiewana przez Marylę Rodowicz „Wsiąść do pociągu, byle jakiego”. Nawet jeśli w pierwszej wersji tekstu autorstwa Magdy Czapińskiej – przed ingerencją cenzury – nie było ponoć mowy o żadnym kamyku, a słowa brzmiały rzeczowo i praktycznie:

„Ściskając w ręku kilka zielonych”…

Zdzisław Skrok, archeolog i popularyzator nauki, w swojej książce „Wielkie rozdroże. Ćwiczenia terenowe z archeologii wyobraźni” kreśli słowa, pod którymi mogłabym się też podpisać:

„Sam wybieram ścieżki, które mają duszę. Uciekam od prosto wyznaczonych tras. Trzymam się poboczy, zaginionych traktów, piaszczystych szlaków śniących wspomnienie dawnej świetności (…)

Droga, która ma duszę, zaprasza do wędrowania, hojnie roztacza swe bogactwo. Jeśli poznasz jej tajemny język i uszanujesz jej historię, zajdziesz daleko”.

Ale i on dostrzega tę drugą możliwość – zagrożenie, że wejdzie się na niebezpieczną ścieżkę. Opisuje je, może aż nazbyt obrazowo:

„Dróg jest jednak wiele i nie wszystkie prowadzą do celów.

Są drogi złe, zdradliwe, drogi widma, drogi wodzące na pokuszenie, drogi diabelskie prowadzące na manowce. Takich dróg należy unikać, nic dobrego z wędrowania nimi nie wyniknie, raczej straty, mitręga, albo jeszcze coś gorszego.

Łatwo je odgadnąć, bo gdy wkroczymy na ich zdradliwe koleiny, nagle i niespodziewanie ogarnie nas zagadkowy, pozornie niewytłumaczalny strach, tajemniczy dreszcz przebiegnie po plecach, jakaś niewyraźna postać przebiegnie wśród drzew i zniknie, zanim upewnimy się, czy jest to tylko halucynacja”.

Dobrą drogą prowadzącą do celu niewątpliwie jest Camino – szlak wiodący z różnych zakątków Europy do grobu świętego Jakuba w Santiago de Compostela. Właśnie ta stara pielgrzymkowa trasa, niezwykle popularna w XXI wieku, stała się dla mnie inspiracją do napisania tekstu „Droga”, który zamieszczam w zakładce DO POCZYTANIA. Bohaterką opowiadania jest osoba znana już z „Kwiatów koniczny” i dobre byłoby – choć nie obowiązkowe – zachowanie chronologii przy ich lekturze.

Maria jest typem osoby, która – gdyby mogła – w ogóle nie wychodziłaby z domu. Zmęczona życiem i presją, jakie wywiera na nią świat zewnętrzny, zagubiła swoje prawdziwe „ja” osoby czynnej, ciekawej świata, otwartej. Chociaż gdzieś w głębi serca ciągle marzy o dalekiej drodze, takiej przez duże D, uzdrawiającej duszę i ciało, w realu ciąży ku życiowej pozie nazywanej cocooningiem. Kokoniarz ogranicza kontakty ze światem do minimum, a swoje potrzeby zaspokaja w bezpiecznej przestrzeni własnych czterech ścian. Cocooning to modne ostatnio zjawisko, wytwór ery komputerowej, gdy wszystko – od zakupów, przez pracę, po kontakty towarzyskie – można załatwić online. Maria jednak – na szczęście! – nie może sobie na to pozwolić. I dlatego wyjdzie z domu, a w drodze do pracy zdarzy się jej coś, co na zawsze odmieni jej życie. Gdyby nie przekroczyła swojego progu, zmiana za którą tak bardzo tęskniła, nie byłaby możliwa. I choć droga do tego była dla Marii smutna, a nawet bolesna – opłacało się.
Warto jest wychodzić za swój próg… Nigdy nie wiadomo, kogo można spotkać, co się może zdarzyć...

Kończąc zacytuję znowu Tolkiena, który  jest jednym z moich ulubionych autorów.

Piosenkę Bilba, a potem także Froda

The Road goes ever on”

w przekładzie Włodzimierza Lewika:

Wiodą, wiodą drogi w świat,
Wśród lesistych gór zieleni,
W mrocznych grotach znacząc ślad,
Wśród zbłąkanych mknąc strumieni.

Poprzez zimny biały śnieg,
Łąki kwietne i majowe,
Omijając skalny brzeg
I pagóry księżycowe (...)

A droga wiedzie w przód i w przód,

Skąd się zaczęła tuż za progiem.

I w dal przede mną mknie na wschód,

A ja wciąż za nią, tak jak mogę.
Skorymi stopy za nią w ślad

Aż w szerszą się rozpłynie drogę

Gdzie strumień licznych dróg już spadł

A potem dokąd ? – Rzec nie mogę…

Skomentuj jako pierwszy(a)